Kazimierz Dolny lipiec 2008

 

Kazimierz przywitał nas piękną pogodą więc szukanie miejsca noclegowego zostawiliśmy na później i od razu przystąpiliśmy do zwiedzania. Kilka zdjęć na rynku, a potem marsz na górę trzech krzyży, z której można podziwiać widok na urocze miasteczko. Kolejnym punktem naszej drogi stał się zamek i baszta. Drobna opłata w wysokości 2,20 zł i śmiało można maszerować na zamek, z którego rozciąga się znakomity widok na Kazimierz, Wisłę i basztę. Zamek, a dokładniej jego ruiny utrwaliliśmy i skierowaliśmy się na basztę. Kilkanaście schodów do pokonania, zielona ławka pod basztą, kilkadziesiąt schodów i? Baszta. Trzeba uważać na strome, drewniane schody, ale widok będzie nagrodą za wysiłek.

Schodząc z baszty postanowiliśmy się czegoś napić w miejscowym sklepie, kupić mapę i dowiedzieć o miejsce do spania. Nasze pytania o nocleg usłyszał pewien starszy Pan, który zaproponował pomoc i udał się z nami do szkoły gdzie za 28 zł można było przenocować w czystym miejscu o standardzie bez gwiazdkowym. Podążyliśmy za nim, a on prowadząc nas ulicami Kazimierza opowiadał o mieście, imprezach kulturalnych i młodzieńczych latach spędzonych w Lublinie.

Pokoiki w internacie okazały się zbyt małe, a internat liczyłby 2 mieszkańców więc postanowiliśmy szukać dalej.

W końcu doszliśmy do wniosku, że idealnym rozwiązaniem będzie nocleg na polu namiotowym.

Jedna noc, pole namiotowe w centrum miasta, tuż przy Wiśle, nocleg wraz z parkowaniem auta 30 zł.

Godzina 11:00. Udało się rozbić namiot, zjeść i wypić kilka napoi chłodzących z puszek oznaczonych chronionym zwierzakiem z puszczy białowieskiej.

 

 

 

Wyruszamy nad Wisłę, gdzie spacerując po promenadzie decydujemy się na rejs łodzią. Niestety nie ma wystarczającej liczby osób więc musimy czekać. Rejs kosztuje 12 zł od osoby, a minimum 6 osób gwarantuje wycieczkę. Ruszamy dalej? Oglądamy kramiki z pamiątkami, uzupełniamy napoje chłodzące z żubrem i wyposażeni w niezbędne narzędzia ruszamy na statek. (Do narzędzi zaliczamy torbę reporterską, aparaty, obiektywy, pierścienie i ?.. stojak, którego zapomnieliśmy wziąć z domu Laughing)

Rejs po Wiśle zaczął się ulewnym deszczem i gdyby łódka nie była wyposażona w dach, dawno odeszła by nam ochota na zwiedzanie. Tymczasem rejs okazał się bardzo udany. Piękne widoki, ciekawe opowieści kapitana i czapla siwa.

Zadziwiające jest to, że dwa razy byliśmy w Biebrzańskim Parku Narodowym i nie udało nam się zrobić dobrego zdjęcia czapli siwej. Tym razem się udało.

Przybiliśmy do brzegu a nasze ciche modlitwy o dobrą pogodę zostały wysłuchane.

Przejaśniło się, a z za chmur wyjrzało słońce.

Rozochoceni, postanowiliśmy kontynuować naszą wędrówkę.

Chwila odpoczynku na polu namiotowym, trochę jedzenia, zupy z powszechnego w Kazimierzu Chmielu i marsz na miasto.

Idziemy przez rynek, robimy zdjęcia, a naszym oczom ukazuje się samochód z napisem " z nami poznasz Kazimierskie wąwozy" - Cóż było robić, mieliśmy w planach poznać Kazimierskie wąwozy pieszo idąc 3 km, ale??. Czemu nie spróbować jeepa z epoki ZSRR.

Ten rozdział stanie się dla nas najciekawszym wspomnieniem?. Wybraliśmy się łącznie na dwie trasy spędzając w jeepie 2,5 godziny, a wrażenia ?? Teren podmokły, wąwozy wysokie, wytrzęsło nas na wszystkie strony, żubr trochę się pogniewał. Ostatecznie postanowiliśmy kupić sobie takiego łazika i zainteresować się off roadem na poważnie. Koszt eskapady off Road 90 zł?.Warto !!!

 

Ubłoceni, mokrzy, poobijani, ale szczęśliwi postanowiliśmy trochę odpocząć na rynku w Kazimierzu.

Plac koło słynnej studni przygotowywał się na Gwiazdy wieczoru. Rozpocząć się miał koncert muzyczny. Ciężko powiedzieć jaki rodzaj muzyki był grany, ale ilość osób wskazywała na powagę tej imprezy. Nam też się podobało.

Mimo, że atmosfera była gorąca, postanowiliśmy wdrapać się na górę Trzech krzyży i zrobić zdjęcia zachodu słońca, przy okazji patrząc z góry na bawiące się towarzystwo.

 

 

 

 

 

W międzyczasie zgłodnieliśmy.

Na szczęście wcześniej zaplanowaliśmy, że kiełbasa, którą kupiliśmy zostanie spożytkowana na ognisku. Rozpaliliśmy, upiekliśmy, ze smakiem zjedliśmy i?.. na koncert, który miał trwać do 01:00 podążyliśmy.

Koncert udał się, towarzystwo bawiło się spokojnie i oprócz sterty szklanek, które potłukła barmanka nic groźnego się nie wydarzyło.

01:00?. Namiot i spokojny sen.

W niedziele obudziliśmy się późno. Planowaliśmy wstać o 4:00 i zrobić zdjęcia o wschodzie słońca, ale długa podróż i off road'owy wysiłek skutecznie pokrzyżowały nam plany.

9:00 Udało nam się wstać :-)

Z mapy wynikało, że musimy zobaczyć dwa cmentarze. Żydowski z tzw. ? ścianą płaczu? i rosyjski.

Postanowiliśmy jednak, że pierwszy będzie kamieniołom.

Kamieniołom czyli taka wysoka górka pod którą jest cholernie ciężko się wspinać, jest śligo, a upadek grozi co najmniej połamaniem?. Czyli gratka dla nas?.

Wszedłem pierwszy, czekam kilkanaście sekund, a Robert dziarsko prezentuje się na górze.

Z kamieniołomu rozciąga się piękny widok na Kazimierz i zamek w Janowcu, robimy zdjęcia i przekonujemy się nawzajem, że łatwo jest zejść w dół.

Udało się. Uniknęliśmy złamań, otarć naskórka i skręceń?.. Zeszliśmy Laughing

10:00 Zgodnie z planem jedziemy na cmentarz żydowski. Cmentarz przy drodze, nie ogrodzony z mnóstwem nagrobków w lesie i piękną ścianą z nagrobków tzw. Ścianą płaczu. Zrobił na nas ogromne wrażenie.

10:30 Cmentarz Żołnierzy Armii Radzieckiej. Zadbany, uporządkowany, zaplanowany.

Te dwa cmentarze to dwa różne światy?.. Warto zobaczyć i samemu wyciągnąć wnioski.

No cóż pora wracać do Łodzi.

Jednakże, obiecaliśmy sobie zrobienie zdjęć na zamku w Janowcu, który dumnie prezentował się po drugiej stronie Wisły.

Okazuje się, że przeprawa promowa do Janowca oszczędza 30 km jazdy do Puław i skraca drogę do Łodzi. Czyli. Nie trzeba było nas przekonywać , że robimy rzecz właściwą i przemyślaną Smile

 

 

 

Już mieliśmy wyjeżdżać, kiedy z nad Wisły zaczęły dobiegać odgłosy dobrze bawiących się ludzi.

Mój nos podpowiadał mi, że musimy zobaczyć co się dzieje.

Okazało się, że odbywały się zawody strażackie, gdzie ekipy OSP walczyły o prym w Gminie.

Ciekawe. Wytrzymaliśmy godzinę i uznaliśmy, że czas jechać.

Spakowaliśmy się, złożyliśmy namiot i pożegnawszy się z właścicielem campingu ruszyliśmy w stronę promu.

Ilość samochodów transportowanych na prom to 4. Koszt 8 pln + pasażer 5 pln.

Czekaliśmy w sporej kolejce ok. 1 godziny, korzystając z pięknej pogody kiedy zdarzyła się ciekawa sytuacja.

Otóż strażacy postanowili omijać kolejkę cierpliwie czekających ludzi i podjeżdżać samochodami na miejsce pierwsze.

Jednemu się udało, ale drugi miał pecha, bo trafił na nasz samochód.

Nie uśmiechało nam się czekać na rzesze strażaków, którzy pozwolą nam na transport za 2 godziny, więc podjechałem kilka metrów bliżej.

Nie minęło 15 minut i czerwony Lublin wjechał przede mnie, a Panowie strażacy nie powiedzieli słowa wytłumaczenia.

Nasza irytacja osiągnęła czerwony punkt.

 

 

 

 

 

Tymczasem. Panowie strażacy nie przewidzieli ważnej kwestii.

Otóż samochody musiały zjechać z promu , a więc musieli cofnąć się do tyłu.

To był znak dla nas. Kiedy Lublin cofał, szybko wjechaliśmy na prom, pociągając za sobą trzy inne samochody.

Cudowne uczucie tym bardziej, że ludzie z tyłu zbuntowali się i czerwony lublin powędrował na koniec kolejki.

Zamek ? Dwór ? Spichlerz w Janowcu.

Ostatni etap naszej wyprawy, który pozwolił uzupełnić nasze portfolio i nacieszył oczy swoim pięknem.

 

Pozdrawiamy,

 

Sebastian, Robert

P.S. Poniżej kilka fot ze środka akcji

 

jazda po wąwozie